Ukraińskie windy

Stan ukraińskich wind może wprawić wielu Polaków w osłupienie. Część z nich, szczególnie w blokach z czasów późnego ZSRR, jest totalnie zdezelowana, jeżeli w ogóle jeździ.

W Charkowie 54 procent wind ma więcej niż 25 lat, czyli wyczerpało już swój okres eksploatacji. W Kijowie jest niewiele lepiej: z 19 tysięcy wind, 8 tysięcy skończyło już 25 lat. W tym roku miało być wyremontowanych bądź zmienionych na nowe w stolicy 19 [słownie: dziewiętnaście]. Często winda wygląda tak, jak na poniższym zdjęciu ze Lwowa. Warto zwrócić uwagę na przyciski z numerami pięter:

Winda ta kryje jeszcze jedną atrakcję: przycisk „Ruch” [Ход], który trzeba wcisnąć po tym, jak zidentyfikujemy przycisk z cyfrą z numerem piętra, na które chcemy jechać. Są dwa takie przyciski więc należy bardzo uważnie wybierać.

Tego typu windy często działają tylko z jednym wciśniętym przyciskiem piętra docelowego więc nie należy być zaskoczonym, że w momencie wchodzenia wszyscy pasażerowie mówią, na które piętro jadą. Kultura wymaga nie działać na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”, tylko poczekać aż osoba jadąca najniżej wciśnie swój przycisk.

Ku zaskoczeniu wielu Polaków, niezależnie od tego, jak byłaby zdezelowana winda, najczęściej działa w niej takie urządzenie:

Gdy zdarzy nam się zaciąć w kabinie, wciskamy przycisk i informujemy o tym fakcie miły głos odzywający się w pudełeczku. Wystarczy powiedzieć: ja zastriaw [Я застряв], nie trzeba nawet podawać adresu i pani „restartuje” windę albo każe nam czekać kilka godzin na ratowników. To ostatnie nie jest już takie miłe więc czasem lepiej skorzystać z klatki schodowej. Często jednak, szczególnie na wielkich osiedlach są one jeszcze bardziej zapuszczone niż windy.

Przycisk w windzie może też działać w przypadku każdego innego zagrożenia, na przykład napadu. Takie urządzenia są często także na parterze bloków. Miejmy jednak nadzieję, że nie będzie to potrzebne.

 

(pp)

Telefony i internet

 

 

Telefony

Jadąc na Ukrainę warto wziąć ze sobą telefon komórkowy bez SIM locka, to znaczy taki, który może pracować w różnych sieciach komórkowych. Czy nasz telefon nie ma blokady, powinniśmy się upewnić u swojego operatora. Jest to o tyle ważne, że Ukraina nie jest członkiem Unii Europejskiej i połączenia w roamingu są bardzo drogie, oscylują wokół 5 złotych, nie mówiąc już o internecie (też najlepiej zapytać swojego operatora), dlatego najlepiej kupić kartę SIM miejscowego operatora.

3 główne sieci to MTS, Kyivstar i Life. Ta ostatnia jest także najmłodszą i dlatego jakość usług nie jest najlepsza, w niektórych regionach kraju nie ma zasięgu. Kyivstar jest za to najdroższym operatorem, ale za to ma opinię firmy, która dba o zasięg i jakość połączeń. Jeżeli przyjeżdżamy ze znajomymi warto, aby oni kupili kartę SIM tego samego operatora ponieważ na Ukrainie połączenia w ramach tej samej sieci są wyjątkowo tanie (na przykład w MTS za 1000 minut połączeń z telefonem tego operatora oraz 1000 SMSów i 1000 Mb internetu płacimy 35 hrywien miesięcznie, czyli około 15 złotych. Podobne taryfy mają pozostałe firmy Life i Kyivstar). Oprócz tego można dzwonić za 1 hrywnę (MTS), czy za nawet 80 kopiejek (Life) za minutę do Polski – należy jednak dokupić specjalny pakiet tanich minut.

 

Internet

Ceny dostępu do internetu spadają na Ukrainie na łeb na szyję. Jest to chyba jedyny przypadek obniżek, jakie znam w tym kraju poza cenami komórkowych połączeń telefonicznych.

Wracając do internetu, możemy z niego korzystać albo za pomocą naszego telefonu albo modemu. Te ostatnie można na Ukrainie kupić, nie podpisując umowy, nawet za 99 hrywien. Warto upewnić się, czy jest on w jakiś sposób ograniczony do jednej sieci, czy też będziemy mogli go wykorzystać także w Polsce.

Połączenia z internetem oferują wszyscy operatorzy sieci komórkowych, Ukrtelekom (także przez sieć komórkową) oraz kilka innych mniejszych firm. Najczęściej w ramach zwykłego pakietu połączeń dostajemy także określoną liczbę megabajtów za darmo. Na przykład płacąc 35 hrywien miesięcznie w MTS dostajemy 1000 Mb, a Life oferuje za dodatkową opłatą 12 hrywien 1200 Mb, z kolei Ukrtelekom daje za 30 hrywien 1 Gb, tzn 1024 megabajty. Droższe są połączenia z internetem w Kyivstar – tutaj cena megabajta może dochodzić do 1 hrywny. Dla porównania, strona Polskiego Radia, ze zdjęciami, ma niemal 2 megabajty. Są także inne firmy, jak na przykład People Net, które mają bardzo drogą ofertę, dostępną jedynie w największych miastach i zachęcają, że mają internet 3G. Jednak właściwie wszyscy operatorzy mają tej klasy połączenia więc po co przepłacać.

Z mojego i moich kolegów doświadczenia wynika, że najlepiej wybrać UkrTelekom, który oferuje najlepszy zasięg i najszybszy transfer danych, choć może nie zawsze ceny. Tam gdzie nie ma zasięgu państwowego operatora modem automatycznie przełącza się na sieć Kyivstar, z której korzystanie jest droższe.

Internet w telefonie może nam się przydać nie tylko do kontaktów z bliskimi, ale także może on zastąpić GPS. Wszystkim mogę polecić darmowy program Yandex Mapy. Na podstawie danych sieci komórkowych program nas lokalizuje i ściąga mapę okolicy. Obecnie w sieci Kyivstar ściągane przez Yandex Mapy bajty są bezpłatne. Mapy są bardzo dokładne, podane są –między innymi- numery domów.

 

Strony internetowe operatorów z informacją po angielsku:

http://www.kyivstar.ua/en/mm/

http://www.mts.com.ua/eng/main.php

http://www.life.com.ua/?lng=en

http://www.mts.com.ua/eng/main.php

http://en.ukrtelecom.ua/

 

(pp)

Remonty fasad kijowskich kamienic

Władze w Kijowie przystąpiły do remontu fasad kamienic w centrum miasta. Oficjalnie powodem jest Euro 2012. Rzeczywiście prace odbywają się jedynie tam, gdzie najprawdopodbniej znajdą się kibice. Wcześniej robotników widziałem na ulicy Armii Czerwonej, koło której znajduje się stadion Olimpijski. Dziś z kolei zobaczyłem kilka grup pracujących koło placu Niepodległości (majdanu).

 

 

Tak wygląda efekt tych prac.

 

Zgodnie z obietnicą władz remontowane są jedynie fasady, na podwórkach panuje stara bieda (na drugim zdjęciu jest balkon od dołu).

 

Nie wiadomo, jak władze planują rozwiązanie problemu kamienic, które znajdują się w prywatnych rękach i są w opłakanym stanie.

Często właściciele specjalnie doprowadzają zabytkową kamienicę do takiego stanu, budynek dobijany jest pożarem. Następnie przychodzi komisja, która orzeka, że nie jest możliwa restauracja obiektu i właściciel może zburzyć budynek, a na atrakcyjnej działce w samym centrum zbudować „nowoczesnego” potworka nie męcząc się z konserwatorem zabytków.

 

(pp)

Ukraińskie toalety (Uwaga! Drastyczne fotografie)

Niedawna informacja o zakupie przez donieckie władze dwóch ekskluzywnych toalet-kontenerów o wartości 400 tysięcy hrywien każda (czyli około 135 tysięcy złotych!) zainspirowała mnie do opisu toalet na Ukrainie. Zapoznajmy się na początku z tym, co kupiły donieckie władze za tak „atrakcyjną” cenę (oczywiście bez przetargu ponieważ jest to zakup na Euro 2012). Każdy kontener może obsłużyć 4 kobiety bądź 9 mężczyzn jednocześnie (zdjęcia donieckiego portalu ostro.org).

 

Nie wszędzie jest jednak tak słodko, najgorzej wyglądają toalety przy drogach, od razu przypomina się piosenka „Strzeż się tych miejsc”:

Oczywiście ta uwaga nie dotyczy toalet na stacjach benzynowych, szczególnie tych sieciowych, takich jak Shell, OKKO, czy WOG. Tutaj wszystko jest na poziomie europejskim. Oczywiście zawsze można skorzystać z pobocza, choć –jak niedawno usłyszałem od znajomych- zdarzały się przypadki milicji karzącej za tego typu „wykroczenie”.

Problem pojawia się wraz z dojechaniem do miasta. W Kijowie, zgodnie z rozporządzeniem Rady Miejskiej, mamy prawo do bezpłatnego skorzystania z toalety w każdej restauracji. Rzeczywiście rozporządzenie działa, sprawdzałem sam. Nie wiem, jak jest w innych miastach, ale wątpię, aby odmówiono turyście, szczególnie zagranicznemu. W stolicy, na głównej ulicy Chreszczatyku, postawiono także zielone budki z toaletami. W środku jest stosunkowo czysto, czasem nawet gra muzyka. Generalnie, co do czystości toalet, można powiedzieć, że Ukraina w ostatnich latach znacznie zbliżyła się do Zachodu. Choć zawsze warto mieć przy sobie papier toaletowy, na wszelki wypadek.

Zakoczeniem mogą jednak być:

-toalety „na narciarza”, które przypominają nam, że wyjechaliśmy na Wschód, choć jeszcze nie Bliski:

 

-kosze stojące koło klozetów, w których znajduje się zużyty papier toaletowy. Można to spotkać wszędzie, nawet na międzynarodowym lotnisku w Boryspolu, w nowym terminalu:

Przez dłuższy czas nie mogłem dojść do tego, skąd się wzięła ta tradycja. Wiedziałem, że problem jest w rurach o małej średnicy. Dokładnie o co chodzi wytłumaczył mi dziennikarz i blogger Andrij Kapustin:

Odpowiedź na to pytanie kryje się w historycznych głębinach ZSRR. Wtedy papier toaletowy był towarem deficytowym. Ten, kto mógł jeździł po niego nawet do Moskwy. Przywożono 30 – 40 rolek. Ten, kto nie mógł jeździć do Moskwy rozwiązywał problem za pomocą podręcznych materiałów. Gazet, czy tektury. W odróżnieniu od papieru toaletowego nie rozpuszczały się szybko, a zatykały i bez tego zużytą i zarośniętą kanalizację. Często toaleta po prostu wylewała. I właśnie dla walki z tymi wydarzeniami wymyślono wiadra. Dziś, nie zważając na to, że papieru toaletowego mamy aż za dużo, tradycja pozostała. Tym bardziej, że rur kanalizacyjnych nikt nie zmieniał, a to oznacza, że jeszcze bardziej się zużyły, a ich średnica zmniejszyła.

 

-kolejnym zaskoczeniem mogą być liczne napisy umieszczane, w i na toaletach:

Najczęściej spotykany apeluje, abyśmy nie wrzucali papieru do muszli lub abyśmy po sobie posporzątali „jeżeli rezultat przekroczył nasze oczekiwania”. Zdarzają się też mówiące o tym, aby nie stawać nogami na sedesie, czy też całe instrukcje, jak ta z restauracji w Charkowie:

Toalety w pociągach opisałem tutaj.

 

(pp)