Droga Kijów — Żytomierz

Jeszcze wiosną tego roku gotów byłem założyć się z wicepremierem do spraw Euro 2012, ministrem infrastruktury, Borysem Kolesnikowem o każdą proponowaną przez niego sumę, że Ukraina nie przygotuje swoich dróg do Mistrzostw, a zapowiadana modernizacja sprowadzi się do załatania dziur. Mocno zachwiało moją pewność siebie to, co zobaczyłem na trasie północnej i opisałem tutaj. Jednak ostatecznie do zdolności i możliwości Ukraińców przekonało mnie to, że wreszcie ruszył remont trasy Żytomierz — Kijów, która dotąd składała się z samych łat.

 

Na 110-kilometrowym odcinku kierowców na razie czekają pewne utrudnienia. Ruch na niektórych odcinkach odbywa się tylko 2 pasami (1 w jedną stronę, drugi w drugą, zakaz wyprzedzania, ograniczenie do 70 km/h) zamiast 4 dotąd dostępnymi. Mam nadzieję, że robotnicy zdążą do Euro 2012 i nowa trasa będzie wyglądała, jak jej kontynuacja, czyli odcinek Żytomierz — Lwów (jej część od Równego do Żytomierza opisałem tutaj). 

(pp)

Kijowska «coffee to go»

 

Na Ukrainie nie brak miejsc, gdzie można napić się dobrej kawy. Słynie z tego szczególnie zachodnia część kraju, na przykład Lwów, oraz Zakarpacie, czyli Użgorod i Mukaczewo. Szczególnie w tych ostatnich miastach jest wiele kawiarni, które są otwierane z samego rana i gdzie można wypić przepyszną kawę czując się niemal, jak na Węgrzech, czy w Austrii.

W Kijowie także jest dość dużo kawiarni, często jednak nie ma czasu żeby usiąść ponieważ życie stolicy jest troszkę szybsze niż prowincji. Stąd ostatnio w Kijowie, w centrum i poza nim, w najbardziej uczęszczanych miejscach pojawiły się zaparkowane samochody z umieszczonym na miejscu bagażnika ekspresem, a czasem nawet z lodówką, gdzie można kupić kawę w papierowym kubku.

Wybór nie ogranicza się do postawowych espresso, czy americano (jak na Ukrainie nazywa się dużą kawę), ale także cappuccino, macchiato i inne ciekawsze pomysły. Ceny są bardziej niż atrakcyjne, espresso może kosztować tylko 6 hrywien, czyli 2 złote. W centrum ceny są wyższe, ale nie przekraczają 10 hrywien za najprostszą kawę.

Przygotowując ten post trafiłem przez przypadek na taką stronę.

Jak się okazuje, ten sposób sprzedaży kawy popularny jest także w Australii.

 

(pp)

Tradycyjny ukraiński «szampan» z Artemowska

Będąc w Doniecku postanowiłem odwiedzić jedną z niewielu atrakcji turystycznych tego regionu – zakład produkujący wina musujące w Artemowsku. Nie byłoby w tym nic niezwykłego jeśli nie to, że wina produkowane są metodą tradycyjną, czyli dojrzewanie wina nie jest przyspieszane. Po drugie jest to jeden z największych tego typu zakładów w Europie i jeden z dwóch na Ukrainie.

Artemowsk to niewielka miejscowość położona 80 kilometrów od Doniecka. Dumą miasta jest założony w 1950 zakład produkujący klasyczne wina musujące.

Niemal cały cykl produkcyjny odbywa się na głębokości prawie 80 metrów pod ziemią, w piwnicach, które zajmują 25 hektarów.

Składowanych jest tam 27 milionów butelek.

Każdego dnia w czasie dojrzewania każda butelka musi być obracana o 15 – 20 stopni. Zajmują się tym specjalnie przygotowane robotnice.

Wino musujące dojrzewa w butelkach co najmniej rok. Jest to 4 razy dłużej niż w przypadku metod z „przyspieszaczami”. Czasem zdarza się, że butelka eksploduje.

W ramach wycieczek po zakładzie przewidziana jest oczywiście degustacja.

Szczegóły dotyczące wycieczek można znaleźć na stronie Artemowskiego Zakładu Produkcji Win Musujących po angielsku i po rosyjsku.

 

(pp)

MSZty o bezpieczeństwie

Przez przypadek natknąłem się niedawno na poradnik amerykańskiego Departamentu Stanu dla odwiedzających różne kraje. Jest w nim oczywiście opisana także Ukraina. Gdybym nie mieszkał w Kijowie, a w Nowym Jorku i miał zamiar pojechać na Ukrainę, po przeczytaniu tekstu na stronie Departamentu Stanu od razu oddałbym bilety do ukraińskiej stolicy.

Podobne poradniki publikują inne MSZty, jednak amerykański jest najbardziej dokładny. Z jego całością możemy zapoznać się tutaj. Początkowo myślałem, ze jest to jakaś archiwalna informacja z lat ’90. Jednak okazuje się, że nie. Dowiedziałem się, że w kraju, w którym mieszkam od kilku lat i który uważam za bezpieczniejszy od kraju urodzenia, „przestępczość uliczna pozostaje poważnym problemem”. Turyści zagraniczni znacznie się wyróżniają, dlatego częściej padają ofiarą przestępców. Co gorsza, nie można liczyć na pomoc milicji bowiem jest ona „słabo opłacana, motywowana, wyszkolona i wyposażona” i “nie jest w stanie prowadzić śledztwa nawet na minimalnym poziomie panujących na Zachodzie”. Mimo to Amerykanie przyznają, że większość przestępstw zgłaszanych do ambasady nie ma związku z agresją i są to przede wszystkim kradzieże kieszonkowe i oszustwa. Rzadziej zdarzają się napady z bronią w ręku, najczęściej wykorzystywane są pięści, kopniaki i butelki. Amerykanów okradają także osoby przebrane za milicjantów.

Amerykański Departament Stanu, podobnie jak brytyjskie Foreign Office i francuski MSZ wspominają o najbardziej rozpowszechnionym oszustwie polegającym na wypadającym z kieszeni osoby przechodzącej przed nami zwitku banknotów albo portfelu. Ten numer opisałem jako pierwszy w dziale łochotrony.

Wszystkie MSZty zwracają także uwagę na kłopoty, jakie mogą mieć w Kijowie osoby o innym niż słowiański wyglądzie. Milicja często nie reaguje bądź kwalifikuje pobicia jako zwykłe chuligaństwo. „Chociaż większość gości nie ma żadnych problemów, zdarzały się morderstwa, rozboje i inne brutalne ataki na cudzoziemców […]. W niektórych  przypadkach miały one podłoże rasowe” – czytamy na stronie brytyjskiego Foregin Office. Brytyjczycy ostrzegają także przed drobnymi kradzieżami i podkreślają, że lepiej nie pić alkoholu z przypadkowymi znajomymi.

Trochę więcej miejsca Ukrainie poświęcają Francuzi, którzy podobnie, jak Amerykanie zauważają, że obcokrajowcy są łatwym celem dla złodziei powinni zatem uważać w miejscach, gdzie zazwyczaj jest dużo osób, na przykład, w metrze. Francuzi twierdzą także, że najwięcej zgłoszeń ich ambasada otrzymuje w związku z nieprzyjemnościami w miejscach, gdzie obywatele tego państwa zapoznają się z dziewczętami. W związku z tym ambasada radzi unikać dyskotek, czy barów nastawionych na tego typu klientelę.

W ogóle temat relacji damsko – męskich bardzo często pada w ostrzeżeniach ambasad państw zachodnich. Chodzi przede wszystkim o „agencje matrymonialne” wyciągające pieniądze za zorganizowanie towarzystwa „ukraińskiej narzeczonej” albo o same „narzeczone”, które nagle okazują się w potrzebie, a gdy tylko otrzymają przekaz pieniężny, znikają.

Dość spokojnie mogą czuć się Polacy. “Ogólnie stan bezpieczeństwa na Ukrainie jest niezły, a w większych miastach dobry” – czytamy na stronie polskiego MSZ. Najwiekszym zagrożeniem wydają się być przedstawiciele samych władz bowiem już w trzecim zdaniu rozdziału o bezpieczeństwie czytamy, że „zdarzają się przypadki wymuszania pieniędzy od obywateli polskich podróżujących po Ukrainie przez milicję drogową”. Rady polskiego resortu wydają się być najbardziej racjonalne spośród wszystkich, które przeczytałem. Przede wszystkim, pozbawione zbędnego panikarstwa. Polak, który je przeczyta nie będzie przygotowywał się na wizytę w kraju prostytutek i złodziei, a w normalnym, choć biedniejszym od swojego, państwie.

(pp)

p.s.: wykorzystane zdjęcia pochodzą z wystawy –tak zwanego- „żłób artu”, czyli sztuki wykorzystującej motywy dresiarskie

Stadion Olimpijski i okolice

Sprawdziłem dzisiaj, jak wygląda stan spraw ze stadionem Olimpijskim  w Kijowie. Ma on być oddany do użytku w październiku. Początkowo mówiono o sierpniu, ale prace opóźniły się podobno z winy strony niemieckiej. Widać, że zakończono już montaż parasolek, które mają być częścią dachu, a także montowane są szyby na ścianach zewnętrznych:

 

Tak ma wyglądać ostateczny efekty tych prac. Zdjęcie ze strony www.nsc-olymp.com:

Teren wokół stadionu przypomina obecnie wielki plac budowy: zmieniana jest kostka brukowa, remontowane przejścia podziemne:

Remontowane są także fasady domów. Takie prace prowadzone są w półtorakilometrowej strefie wokół stadionu Olimpijskiego. Dotąd wyremontowano 50 z 360 domów.

Remont kamienic wydaje się dziecinnym zadaniem w porównaniu z remontem takich radzieckich potworków:

Choć na przykład w Doniecku dano sobie z tym radę:

Przy okazji budynek ocieplono. Takich kompleksowych prac nie widziałem nigdzie na Ukrainie, poza Donieckiem. Choć nie wykluczam, że są one prowadzone. Za to w Kijowie każdy ociepla sobie ścianę tylko na wysokości własnego mieszkania, ale o tym napiszę, kiedy indziej.

 

(pp)