Jak rozmawiać z drogówką

Ukraińska milicja drogowa należy do najbardziej skorumpowanych instytucji państwowych w tym kraju. Cały system jest zbudowany w ten sposób, aby ciężar utrzymania funkcjonariuszy spadł na obywateli – zarabiają oni mało, niemal nie dostają pieniędzy na paliwo, a mundury muszą kupować sami. W dodatku na Ukrainie w każdej instytucji państwowej istnieje „łańcuszek korupcji”, to znaczy, milicjant na drodze, który bierze łapówkę musi przekazać część kwoty swojemu zwierzchnikowi, który musi z kolei przekazać pewną sumę wyżej i tak dalej… Płacenie łapówek nie jest naszym obowiązkiem, wręcz jest naruszeniem prawa, a przy odpowiedniej, kulturalnej, spokojnej rozmowie z milicjantem mamy dużą szansę na to, że będziemy mogli spokojnie odjechać, a nasz portfel nie schudnie.

Jak wyglądają milicjanci? Samochód milicyjny powinien mieć włączone niebieskie migające światło w czasie gdy funkcjonariusze wykonują swoje obowiązku służbowe. Nawet jeśli stoi na poboczu. Tak powinny być oznaczone wozy i motocykle patrolowe (zdjęcia zostały mi udostępnione przez ukraińskie MSW):

 

Oczywiście nie zawsze są to samochody Mitsubushi i nowoczesne motory. Równie dobrze może to być stara Łada, ale milicja nie ma prawa patrolować dróg samochodami prywatnymi. Jeżeli zatrzymuje nas ktoś podobny do milicjanta stojący koło samochodu nie oznaczonego, jak wyżej, możemy mieć podejrzenia, że są to przebierańcy. Ukraiński milicjant drogowy wygląda tak:

Zdjęciom należy dokładnie się przyjrzeć bowiem często obcokrajowców, w tym też Polaków, zatrzymują –tak zwane- „patrole ekologiczne”. Ich członkowie mają mundury bardzo podobne do milicyjnych, różnią się one tylko detalami. Zmuszają oni kierowców do wykupienia talonów, które mają świadczyć o przejściu kontroli ekologicznej. Warto wiedzieć, że milicjant nie ma prawa przyjąć od nas gotówki, a zatem jeżeli ktoś się na to zgadza jest albo przebierańcem albo bierze od nas łąpówkę.

Gdzie stoją milicjanci? W związku z wspomnianym wyżej brakiem paliwa milicja drogowa bardzo rzadko patroluje drogi, najczęściej stoi gdzieś na poboczu w miastach, miasteczkach, wsiach oraz innych miejscach, gdzie jest jakiekolwiek ograniczenie prędkości. W nocy najczęściej w oświetlonych miejscach przy stacjach benzynowych. Zdarza się, że patrol stoi tuż przed znakiem oznaczającym koniec terenu zabudowanego, gdy my już przyspieszamy. Często patrole stoją parami, to znaczy w tej samej miejscowości dwa — mijamy pierwszy, oddychamy z ulgą, przyspieszamy, a tu niespodzianka!

Należy uważać nawet w tych miejscach, gdzie takie ograniczenie wydaje nam się kompletnym idiotyzmem, na przykład, gdy na dwupasmowej drodze o doskonałej nawierzchni, a w okolicy nie ma żadnego budynku, nagle stoi znak ograniczenia do 50 kilometrów na godzinę. Często „zapominają” ich zabrać drogowcy, a kilkaset metrów dalej stoi patrol milicji. Każdy w końcu musi zarobić.

Jak wygląda zatrzymanie? Milicjant macha pałką, zatrzymujemy się na poboczu (choć na przykład w Kijowie milicja umie ustawić swój wóz i zatrzymywać samochody naruszając kodeks drogowy, na przykład tuż za skrzyżowaniem, czy na zjeździe z mostu albo wiaduktu). Funkcjonariusz podchodzi do nas i powinien się przedstawić oraz od razu powiedzieć, jaka jest przyczyna zatrzymania. Najczęściej ta przyczyna rzeczywiście jest, choć zdarzają się też kontrole dokumentów. Nie mamy obowiązku wychodzenia z samochodu, choć najczęściej milicjant zaprasza do swojego auta.

Z milicją należy rozmawiać spokojnie, nie denerwować się, nie wywyższać się w stylu: „co tym mi tu opowiadasz, jechałem 40 na godzinę, a ty chcesz łapówkę”, czy w jeszcze gorszym stylu: „ty mnie, Polaka, zatrzymujesz?!”. Spokój, spokój i jeszcze raz spokój. Należy pamiętać, że każdy z naszych rozmówców –nawet jeśli miał podstawy żeby nas zatrzymać- będzie powoli mięknął jeżeli my nie będziemy wykazywać coraz większego zdenerwowania. Musimy pokazać, że my mamy czas i znamy swoje prawa.

Co nam grozi? Za przekroczenie prędkości o nie więcej niż 20 kilometrów na godzinę grozi nam jedynie upomnienie.  Musimy pamiętać, że jeżeli ukraińskie prawo tego nie przewiduje milicjant nie może zabrać nam żadnych dokumentów, a na pewno także samochodu. Jest to bardzo istotne bo ulubionym straszakiem funkcjonariuszy jest: my ci zabierzemy dowód rejestracyjny, pojedziesz do banku, zapłacisz, wrócisz i my ci go oddamy. Jest to bezprawne. W przypadku przekroczenia prędkości, rozmowy przez telefon w czasie jazdy, czy innych podobnych wykroczeń milicjant powinien spisać protokół, gdzie jest wskazana suma, którą powinniśmy zapłacić. Następnie żegnamy się z funkcjonariuszem z nadzieją,  że nigdy się już nie spotkamy, jedziemy do banku i płacimy odpowiednią sumę. Teoretycznie jeżeli nie zapłacimy, dane przesyłane są na granicę i przy kolejnej próbie wjazdu na Ukrainę dowiemy się, że musimy zapłacić zaległą kwotę (powiększoną o odpowieni procent). Jak to działa, nie wiem, ale biorąc pod uwagę poziom informatyzacji ukraińskich instytucji państwowych mam pewne wątpliwości, co do prawidłowego funkcjonowania tej procedury.

Jeżeli jednak ktoś jedzie pijany, milicjant ma pełne prawo zabrać nie tylko dowód, ale samego podejrzanego, a później także jego samochód. Badania trzeźwości przeprowadzane są najczęściej za pomocą balonika, który wskazuje, czy w ogóle był spożywany alkohol, rzadziej alkomatem. W tym pierwszym przypadku należy dokładnie sprawdzić, czy balonik i ustnik są nowe. Jeżeli wstępne badanie wykaże, że ktoś pił, przeprowadzane jest kolejne, ale w najbliższej przychodni. Można także od razu zażądać przeprowadzenia badania krwi w przychodni.

Oto najczęstsze wykroczenia i przewidywane kary za nie:

-przekroczenie prędkości o więcej niż 20 kilometrów na godzinę, ale mniej niż o 50, niezgodne z prawem parkowanie, nie ustąpienie pieszemu na przejściu, jazda po chodniku: 255-340 UAH,

— rozmowa przez telefon w czasie jazdy: 425-510 UAH,

-przekroczenie prędkości o więcej niż 50 kilometrów na godzinę, przejazd na czerwonym świetle, 510-680 UAH

Oczywiście kary mogą być zwiększone, włącznie z zabraniem prawa jazdy do decyzji sądu, jeżeli powyższe wykroczenia doprowadziły lub mogły doprowadzić do wypadku.

Milicja nie karze prawie w ogóle pieszych stąd przechodzą oni tam gdzie chcą i jak chcą. Dotyczy to szczególnie prowincji.

Faktycznie bardzo rzadko karze także za parkowanie w niedozwolonym miejscu. Stąd często ulice są zakorkowane ponieważ ktoś akurat musiał «na chwilę» zaparkować i wyjść coś załatwić.

 

Kilka podstawowych informacji dotyczących ukraińskiego kodeksu drogowego:

Na Ukrainie nie może być w ogóle alkoholu we krwi kierowcy. Kary za to wykroczenie są wyjątkowo ostre: mandat od 2550 do 3400 UAH albo pozbawienie prawa jazdy na 1 – 2 lata albo 40 – 50 godzin prac społecznych albo aresztowanie na 7 do 10 dni. Jeżeli kogoś złapano drugi raz w ciągu roku traci samochód i prawo jazdy na 10 lat.

Dopuszczalna prędkość wynosi:

-teren zabudowany (czarna nazwa miejscowości na białym tle, nie ma znaku z konturem miejscowości): 60 km/h,

-poza terenem zabudowanym (także biała nazwa miejscowości na niebieskim tle, odpowiednik polskiej zielonej tablicy z białą nazwą miejscowości) i na drogach ekspresowych: 90 km/h ,

-autostrady: 110 km/h. Tu pozwolę sobie nadmienić, że jedna z najlepszych dróg na Ukrainie Lwów – Żytomierz, mimo że wygląda jak autostrada jest tylko drogą ekspresową.

Na różnych rondach obowiązują różne zasady dotyczące pierwszeństwa przejazdu.

Światła w samochodach osobowych włączamy wedle uznania. Należy uważać bowiem wielu Ukraińców zapala je dopiero, gdy całkowicie się ściemnia.

Dziecko powinno siedzieć w foteliku.

Kierowca i pasażer z przodu powinni mieć zapięte pasy.

Pamiętajmy także, że milicja jest zobowiązana do udzielenia nam pomocy na drodze. W przypadku, gdy coś się popsuje może na przykład wezwać pomoc drogową.

W razie wypadku, nawet stłuczki, nie zjeżdżamy na pobocze, a czekamy na milicję, którą należy wezwać. Zjazd na pobocze może być uznany za ucieczkę z miejsca wypadku. Teoretycznie możliwe jest spisanie protokołu między dwoma kierowcami, a następnie udanie się na najbliższy komisariat w celu jego potwierdzenia. Nikt tak raczej nie robi: albo czeka się na przyjazd milicji patrząc na tworzący się korek albo załatwia się sprawę polubownie, to znaczy winny płaci do ręki odpowiednią sumę. To ostatnie rozwiązanie jest ryzykowne, szczególnie gdy to niby my mamy płacić a mamy co do tego pewne wątpliwości, gdyż w Kijowie pojawiły się osoby, najczęściej na gościnnych występach z Rosji, powodujące fikcyjne wypadki, w których niby to my jesteśmy winni i żądające wypłaty bajońskich sum. Wygląda to mniej więcej tak:

Dość szybko zostali oni przepędzeni przez milicję drogową, ale nie wykluczone, że przed Euro 2012 wrócą oni jeszcze na Ukrainę.  W Rosji za walkę z nimi wzięto się zbyt późno stąd akcje milicji wyglądały, jak mała wojna:

Miejmy nadzieję jednak, że unikniemy tego typu przykrości.

(pp)

Jak rozmawiać z drogówką: 1 комментарий

  1. dwie sprawy nie do końca wyjaśnione:

    -pierwsza- co robić z tymi » ekologami» bo zawsze mnie na coś naciągną ( na trasie Zytomierz -Kijów, jakoś daję radę się wykłócić, lecz ci spod Kahowki i Tawryjska to straszna plaga)

    — druga- jak «ment» się upiera to na jaki numer dzwonić? Wiem, że swego czasu prezydent Juszczenko uruchomił taki szybki telefon na problemy z łapówkarstwem.

Обсуждение закрыто.