Jeziora Szackie. Miejsce odpoczynku w drodze z Polski do Kijowa.

Jednym z doskonałych punktów na krótką przerwę w czasie podróży do Kijowa, czy dalej na wschód: do Charkowa lub Doniecka mogą być położone tuż za granicą z Polską jeziora Szackie.

Aby tam dotrzeć należy skręcić kilkanaście kilometrów za przejściem granicznym w Jagodzinie w lewo w stronę Lubomli. Przejeżdżamy to małe miasteczko i kilkanaście kilometrów dalej mamy Zhorany — jest to pierwsza miejscowość, gdzie możemy się zatrzymać. Są tutaj 2 jeziora, niezbyt popularne, ale za to bardzo ładne:

Jeżeli nie zdecydujemy się na odpoczynek w Zhoranach, gdzie jest dość mało miejsc noclegowych (jeden pensjonat i coś w rodzaju campingu), możemy pojechać kilkanaście kilometrów dalej do samego Szacka lub do Świtazi. Tutaj z noclegiem nie ma problemu. Co do serwisu możemy mieć pewne wątpliwości — najczęściej warunki są dość prymitywne, ale możemy też znaleźć nocleg na całkiem przyzwoitym poziomie. Dość dużo możliwości znajdziemy na stronie shatsk.com.

Sam Szack nie leży nad żadnym z jezior — pomijając dwa po dwóch stronach drogi, przy samym wjeździe do miasta. Najbardziej znane jest jezioro Świtaź, nad którym położona jest miejscowość o tej samej nazwie — to właśnie tam jest najwięcej kwater do wynajęcia. Aby tam dotrzeć musimy skręcić na głównym skrzyżowaniu w Szacku w lewo.

Osobiście polecam jezioro Pisoczne — należy przejechać prosto przez Szack i skręcić kilkanaście kilometrów dalej w prawo, w kierunku sanatorium Lisowa Pisnia. To właśnie przez ten ośrodek będziemy musieli przejść, aby dostać się do jeziora. Samo sanatorium, podobnie, jak i inne „turbazy” w okolicach, przypomina dawne radzieckie czasy. Jezioro jednak poraża swoim pięknem i spokojem. Właśnie to ostatnie jest chyba największą zaletą jezior Szackich. Nie ma tutaj tłumów turystów, motorówek, żaglówek, barów itp.:

Nad jeziorem jest też plaża. Warto tu przyjechać z dziećmi — wszystkie jeziora Szackie są dość płytkie i nawet daleko od brzegu woda będzie nam sięgać ledwo do kolan.

Na miejscu nie powinno być także problemów z wyżywieniem. W samym Szacku jest restauracja z ukraińskim jedzeniem i taką też obsługą oraz włoska „PizzAria” z kijowską obsługą i stołecznymi, ale dostępnymi dla polskiej kieszeni, cenami. W centrum miasta są też bank i apteka. Na miejscu są także 2 stacje benzynowe choć zapewne lepiej brać paliwo przy głównej trasie do Kijowa, na przykład, w sieciach OKKO, WOG, czy Shell.

Uwaga! Przed wjazdem do Szacka należy uiścić opłatę klimatyczną, za 1 osobę z samochodem wynosi ona 20 hrywien. Koniecznie żądajmy rachunku, wtedy będziemy pewni, że pieniądze wylądowały na koncie Szackiego Parku Narodowego, a nie w kieszeni strażnika, urzędnika, czy milicjanta.

 

(pp)

Przy budowie, czyli znów trasa Kijów — Korosteń — Sarny — Kowel — Jagodzin

Trasę północną opisywałem już w kwietniu tutaj. Teraz jednak wiele się zmieniło. Przede wszystkim w Korosteniu znów pojawił się znak «zakaz ruchu» dla samochodów i ciężarówek, które jadą do Sarn. Kilkaset metrów dalej stoi milicja, która łapie tych, którzy się nie stosują do tego zakazu, Oczywiście możemy powiedzieć, że jedziemy do którejś z pobliskich miejscowości. Powstaje tylko pytanie, czy warto. Ja milicjantowi powiedziałem, że z zawodowego obowiązku muszę opisać przygotowania Ukrainy do Euro 2012. «Tylko ostrożnie bo jeszcze będziemy ciebie wyciągać» — dodał na pożegnanie. Za bardzo nie wziąłem sobie tej uwagi do serca, ale później przypominałem ją sobie wielokrotnie. Początkowo trasa nadal cieszy nas świetną nawierzchnią, od czasu do czasu pojawiają się grupy robotników prowadzących drobne remonty:

Później jednak zaczyna się 40-kilometrowy objazd. Początkowo wjeżdżamy do Olewska — miasta, którego nazwę Bóg zrozumiał dosłownie:

To jednak tylko pierwsze wrażenie, miasto ma dość zadbany rynek bezpośrednio przy którym stoi kościół. Wszędzie w tle pojawiają się jednak niedokończone budynki:

Wracając jednak do objazdu. Jest on bardzo źle oznakowany, prawie nie do odnalezienia w nocy.

Plusy objazdu to możliwość poznania piękna Polesia, nie tylko przyrody, ale także malowniczych wsi.

Takie utrudnienia mają trwać do września, jednak jak zauważyłem, niektóre samochody i tak jadą niby «zamkniętą» drogą. Czyżby tajemnica kryła się w magicznych banknotach o wartości 20 hrywien?

Żegnamy objazd i po kilkudziesięciu kilometrach trafiamy prosto na plac budowy. Właściwie niemal do Lubomli cały czas widać remonty dróg. Albo jeden pas jest zamknięty, albo pobocze jest zryte i rozkopane. Widać, że coś się dzieje i pojawia się nadzieja, że rzeczywiście do Euro 2012 droga będzie w przyzwoitym stanie.

A oto efekt tych prac:

Na trasie trzeba wyjątkowo uważać ponieważ roboty drogowe prowadzone są chaotycznie, w różnych miejscach. Często nie ma znaków mówiących o pierwszeństwie przejazdu przez zwężenie lub nie ma robotnika, który pomógłby rozwiązać ewentualne spory. Nie można także zjechać na pobocze, które najczęściej jest przeryte.

 

(pp)

 

 

Statkiem po Dnieprze

Będąc w Kijowie należy koniecznie się udać na wyprawę statkiem po Dnieprze. Jest to doskonały sposób, aby nie tylko zobaczyć stołeczne zabytki, ale także uciec przed upałem.

W tym celu trzeba podjechać metrem na stację Posztowa Płoszcza (swoją drogą jest to jedna z ładniejszych, a może lepiej powiedzieć przytulniejszych stacji utrzymana w niebieskim kolorze pobliskiego Dniepru) i przejść się na dworzec rzeczny.

Najpopularniejsza oferta to godzinny rejs wzdłuż brzegów Kijowa na południe, do mostu Patona. Kosztuje on 40 hrywien, dzieci do 6 lat gratis, starsze 50%. Bilet kupujemy na statku.

Na pokładzie można kupić piwo, soki, lody, a nawet wino musujące, czy koniak. Na górnym pokładzie najczęściej ustawione są głośniki bowiem część statków wieczorem zamienia się w pływające dyskoteki.

A oto widoki, które możemy zobaczyć płynąć w dół Dniepru. Tutaj na zdjęciu jest fragment kompleksu pieczerskiej ławry wraz z postawioną obok Matką Ojczyzną, czyli ponad stumetrowym pomnikiem odsłoniętym w 1981 roku.

W ten sposób komuniści starali się złamać linię naddnieprzańskiej skarpy, na której dotąd najwyższą budowlą była jedna z najważniejszych świątyń ukraińskiego prawosławia, znajdująca się na liście UNESCO, ławra pieczerska. To, co nie udało się komunistom, udało się za to kapitalistom. Na wzgórzach powstają, jak grzyby po deszczu wieżowce o wiele wyższe i od Matki Ojczyzny i od prawosławnych świątyń:

Nasz statek wraca na nabrzeże, czyli do portu rzecznego. Stoją tam liczne namioty, w których można coś zjeść, napić się piwa, czy postrzelać:

Oprócz wspomnianej, najkrótszej trasy, można także popłynąć dalej na południe, bądź też na północ, do dzielnicy Obołoń, czy jeszcze wyżej do ujścia rzeki Desny do Dniepru.

 

(pp)

 

Jak rozmawiać z drogówką

Ukraińska milicja drogowa należy do najbardziej skorumpowanych instytucji państwowych w tym kraju. Cały system jest zbudowany w ten sposób, aby ciężar utrzymania funkcjonariuszy spadł na obywateli – zarabiają oni mało, niemal nie dostają pieniędzy na paliwo, a mundury muszą kupować sami. W dodatku na Ukrainie w każdej instytucji państwowej istnieje „łańcuszek korupcji”, to znaczy, milicjant na drodze, który bierze łapówkę musi przekazać część kwoty swojemu zwierzchnikowi, który musi z kolei przekazać pewną sumę wyżej i tak dalej… Płacenie łapówek nie jest naszym obowiązkiem, wręcz jest naruszeniem prawa, a przy odpowiedniej, kulturalnej, spokojnej rozmowie z milicjantem mamy dużą szansę na to, że będziemy mogli spokojnie odjechać, a nasz portfel nie schudnie.

Jak wyglądają milicjanci? Samochód milicyjny powinien mieć włączone niebieskie migające światło w czasie gdy funkcjonariusze wykonują swoje obowiązku służbowe. Nawet jeśli stoi na poboczu. Tak powinny być oznaczone wozy i motocykle patrolowe (zdjęcia zostały mi udostępnione przez ukraińskie MSW):

 

Oczywiście nie zawsze są to samochody Mitsubushi i nowoczesne motory. Równie dobrze może to być stara Łada, ale milicja nie ma prawa patrolować dróg samochodami prywatnymi. Jeżeli zatrzymuje nas ktoś podobny do milicjanta stojący koło samochodu nie oznaczonego, jak wyżej, możemy mieć podejrzenia, że są to przebierańcy. Ukraiński milicjant drogowy wygląda tak:

Zdjęciom należy dokładnie się przyjrzeć bowiem często obcokrajowców, w tym też Polaków, zatrzymują –tak zwane- „patrole ekologiczne”. Ich członkowie mają mundury bardzo podobne do milicyjnych, różnią się one tylko detalami. Zmuszają oni kierowców do wykupienia talonów, które mają świadczyć o przejściu kontroli ekologicznej. Warto wiedzieć, że milicjant nie ma prawa przyjąć od nas gotówki, a zatem jeżeli ktoś się na to zgadza jest albo przebierańcem albo bierze od nas łąpówkę.

Gdzie stoją milicjanci? W związku z wspomnianym wyżej brakiem paliwa milicja drogowa bardzo rzadko patroluje drogi, najczęściej stoi gdzieś na poboczu w miastach, miasteczkach, wsiach oraz innych miejscach, gdzie jest jakiekolwiek ograniczenie prędkości. W nocy najczęściej w oświetlonych miejscach przy stacjach benzynowych. Zdarza się, że patrol stoi tuż przed znakiem oznaczającym koniec terenu zabudowanego, gdy my już przyspieszamy. Często patrole stoją parami, to znaczy w tej samej miejscowości dwa — mijamy pierwszy, oddychamy z ulgą, przyspieszamy, a tu niespodzianka!

Należy uważać nawet w tych miejscach, gdzie takie ograniczenie wydaje nam się kompletnym idiotyzmem, na przykład, gdy na dwupasmowej drodze o doskonałej nawierzchni, a w okolicy nie ma żadnego budynku, nagle stoi znak ograniczenia do 50 kilometrów na godzinę. Często „zapominają” ich zabrać drogowcy, a kilkaset metrów dalej stoi patrol milicji. Każdy w końcu musi zarobić.

Jak wygląda zatrzymanie? Milicjant macha pałką, zatrzymujemy się na poboczu (choć na przykład w Kijowie milicja umie ustawić swój wóz i zatrzymywać samochody naruszając kodeks drogowy, na przykład tuż za skrzyżowaniem, czy na zjeździe z mostu albo wiaduktu). Funkcjonariusz podchodzi do nas i powinien się przedstawić oraz od razu powiedzieć, jaka jest przyczyna zatrzymania. Najczęściej ta przyczyna rzeczywiście jest, choć zdarzają się też kontrole dokumentów. Nie mamy obowiązku wychodzenia z samochodu, choć najczęściej milicjant zaprasza do swojego auta.

Z milicją należy rozmawiać spokojnie, nie denerwować się, nie wywyższać się w stylu: „co tym mi tu opowiadasz, jechałem 40 na godzinę, a ty chcesz łapówkę”, czy w jeszcze gorszym stylu: „ty mnie, Polaka, zatrzymujesz?!”. Spokój, spokój i jeszcze raz spokój. Należy pamiętać, że każdy z naszych rozmówców –nawet jeśli miał podstawy żeby nas zatrzymać- będzie powoli mięknął jeżeli my nie będziemy wykazywać coraz większego zdenerwowania. Musimy pokazać, że my mamy czas i znamy swoje prawa.

Co nam grozi? Za przekroczenie prędkości o nie więcej niż 20 kilometrów na godzinę grozi nam jedynie upomnienie.  Musimy pamiętać, że jeżeli ukraińskie prawo tego nie przewiduje milicjant nie może zabrać nam żadnych dokumentów, a na pewno także samochodu. Jest to bardzo istotne bo ulubionym straszakiem funkcjonariuszy jest: my ci zabierzemy dowód rejestracyjny, pojedziesz do banku, zapłacisz, wrócisz i my ci go oddamy. Jest to bezprawne. W przypadku przekroczenia prędkości, rozmowy przez telefon w czasie jazdy, czy innych podobnych wykroczeń milicjant powinien spisać protokół, gdzie jest wskazana suma, którą powinniśmy zapłacić. Następnie żegnamy się z funkcjonariuszem z nadzieją,  że nigdy się już nie spotkamy, jedziemy do banku i płacimy odpowiednią sumę. Teoretycznie jeżeli nie zapłacimy, dane przesyłane są na granicę i przy kolejnej próbie wjazdu na Ukrainę dowiemy się, że musimy zapłacić zaległą kwotę (powiększoną o odpowieni procent). Jak to działa, nie wiem, ale biorąc pod uwagę poziom informatyzacji ukraińskich instytucji państwowych mam pewne wątpliwości, co do prawidłowego funkcjonowania tej procedury.

Jeżeli jednak ktoś jedzie pijany, milicjant ma pełne prawo zabrać nie tylko dowód, ale samego podejrzanego, a później także jego samochód. Badania trzeźwości przeprowadzane są najczęściej za pomocą balonika, który wskazuje, czy w ogóle był spożywany alkohol, rzadziej alkomatem. W tym pierwszym przypadku należy dokładnie sprawdzić, czy balonik i ustnik są nowe. Jeżeli wstępne badanie wykaże, że ktoś pił, przeprowadzane jest kolejne, ale w najbliższej przychodni. Można także od razu zażądać przeprowadzenia badania krwi w przychodni.

Oto najczęstsze wykroczenia i przewidywane kary za nie:

-przekroczenie prędkości o więcej niż 20 kilometrów na godzinę, ale mniej niż o 50, niezgodne z prawem parkowanie, nie ustąpienie pieszemu na przejściu, jazda po chodniku: 255-340 UAH,

— rozmowa przez telefon w czasie jazdy: 425-510 UAH,

-przekroczenie prędkości o więcej niż 50 kilometrów na godzinę, przejazd na czerwonym świetle, 510-680 UAH

Oczywiście kary mogą być zwiększone, włącznie z zabraniem prawa jazdy do decyzji sądu, jeżeli powyższe wykroczenia doprowadziły lub mogły doprowadzić do wypadku.

Milicja nie karze prawie w ogóle pieszych stąd przechodzą oni tam gdzie chcą i jak chcą. Dotyczy to szczególnie prowincji.

Faktycznie bardzo rzadko karze także za parkowanie w niedozwolonym miejscu. Stąd często ulice są zakorkowane ponieważ ktoś akurat musiał «na chwilę» zaparkować i wyjść coś załatwić.

 

Kilka podstawowych informacji dotyczących ukraińskiego kodeksu drogowego:

Na Ukrainie nie może być w ogóle alkoholu we krwi kierowcy. Kary za to wykroczenie są wyjątkowo ostre: mandat od 2550 do 3400 UAH albo pozbawienie prawa jazdy na 1 – 2 lata albo 40 – 50 godzin prac społecznych albo aresztowanie na 7 do 10 dni. Jeżeli kogoś złapano drugi raz w ciągu roku traci samochód i prawo jazdy na 10 lat.

Dopuszczalna prędkość wynosi:

-teren zabudowany (czarna nazwa miejscowości na białym tle, nie ma znaku z konturem miejscowości): 60 km/h,

-poza terenem zabudowanym (także biała nazwa miejscowości na niebieskim tle, odpowiednik polskiej zielonej tablicy z białą nazwą miejscowości) i na drogach ekspresowych: 90 km/h ,

-autostrady: 110 km/h. Tu pozwolę sobie nadmienić, że jedna z najlepszych dróg na Ukrainie Lwów – Żytomierz, mimo że wygląda jak autostrada jest tylko drogą ekspresową.

Na różnych rondach obowiązują różne zasady dotyczące pierwszeństwa przejazdu.

Światła w samochodach osobowych włączamy wedle uznania. Należy uważać bowiem wielu Ukraińców zapala je dopiero, gdy całkowicie się ściemnia.

Dziecko powinno siedzieć w foteliku.

Kierowca i pasażer z przodu powinni mieć zapięte pasy.

Pamiętajmy także, że milicja jest zobowiązana do udzielenia nam pomocy na drodze. W przypadku, gdy coś się popsuje może na przykład wezwać pomoc drogową.

W razie wypadku, nawet stłuczki, nie zjeżdżamy na pobocze, a czekamy na milicję, którą należy wezwać. Zjazd na pobocze może być uznany za ucieczkę z miejsca wypadku. Teoretycznie możliwe jest spisanie protokołu między dwoma kierowcami, a następnie udanie się na najbliższy komisariat w celu jego potwierdzenia. Nikt tak raczej nie robi: albo czeka się na przyjazd milicji patrząc na tworzący się korek albo załatwia się sprawę polubownie, to znaczy winny płaci do ręki odpowiednią sumę. To ostatnie rozwiązanie jest ryzykowne, szczególnie gdy to niby my mamy płacić a mamy co do tego pewne wątpliwości, gdyż w Kijowie pojawiły się osoby, najczęściej na gościnnych występach z Rosji, powodujące fikcyjne wypadki, w których niby to my jesteśmy winni i żądające wypłaty bajońskich sum. Wygląda to mniej więcej tak:

Dość szybko zostali oni przepędzeni przez milicję drogową, ale nie wykluczone, że przed Euro 2012 wrócą oni jeszcze na Ukrainę.  W Rosji za walkę z nimi wzięto się zbyt późno stąd akcje milicji wyglądały, jak mała wojna:

Miejmy nadzieję jednak, że unikniemy tego typu przykrości.

(pp)

Ucieczka kasjerki czyli znajomość angielskiego na dworcu kolejowym w Kijowie

W portalu gazety „Segodnia” można znaleźć artykuł o tym, jak pracownicy ukraińskiej kolei przygotowują się do Euro 2012. Stołeczna dyrekcja chwali się, że każdy kasjer na kijowskim dworcu kolejowym wyposażony został w rozmówki oraz słownik umożliwiający tłumaczenie z 5 języków. 400 pracowników stołecznej dyrekcji miało przejść kursy językowe. Dziennikarze gazety postanowili sprawdzić, jak naprawdę wygląda sytuacja ze znajomością języków. Pierwsza próba polegająca na kupnie biletu do Moskwy skończyła się kompletnym zaskoczeniem, a potem ucieczką kasjerki, która po chwili wróciła i powiedziała coś w rodzaju „sorry”, a następnie starała się wyjaśnić po rosyjsku, jaki bilet jest potrzebny. Z kolei w informacji kolejowej dziennikarze zostali po chamsku pouczeni, że powinni mówić po „naszemu”, a następnie ich rozmówca rzucił słuchawkę.

„Segodnia” była także na kursie dla milicjantów, którzy przede wszystkim uczą się po angielsku zadawać pytania, ale odpowiedzi do końca nie rozumieją. Przynajmniej tak twierdzą reporteży gazety. Sami wykładowcy przyznają, że nawet jeśli uczeń w czasie egzaminu zrobi sto błędów, to i tak postawią mu piątkę. „Najważniejsze, że się stara” – dodaje wykładowca.

 

Kijowskie taksówki

W Kijowie działa od 250 do 400 firm taksówkarskich. Nikt dokładnie nie jest w stanie ustalić ich liczby ponieważ ten dział usług rozwija się bardzo chaotycznie, a firmy powstają, jak grzyby po deszczu. Taksówkarz to jeden z najbardziej dostępnych zawodów, trzeba po prostu mieć samochód (nie ważne w jakim stanie, byle nie Łada), ewentualnie można go wynająć, nie trzeba zdawać żadnych egzaminów (dobrze, jeżeli mamy prawo jazdy, od ilu lat, nie ma znaczenia), nie trzeba nawet mieć zaświadczenia o niekaralności, czy badań lekarskich. Stąd też taksówkarzy jest wielu, ale takich, którzy znają miasto niewielu. Większość z nich jeździ na GPSie.

Taksówki nie są oznaczone w żaden oficjalny sposób, nie znajdziemy na nich ani symbolu miasta, ani naklejki informującej, ile kosztuje przejazd. Dobrze, jeżeli oferujący nam podwiezienie ma koguta.

Na Ukrainie przytłaczająca większość taksówek nie ma liczników. Kurs ustala się zatem od razu z kierowcą. Trzeba to robić zawsze, nawet jeśli ktoś mówi, że ma licznik, co zdarza się wyjątkowo rzadko. Taksówkarz może jednak odpowiednio go podkręcić, a zatem zasada pierwsza: zawsze ustalamy cenę za cały kurs. Skąd mamy wiedzieć, ile kosztuje dana trasa? Najlepiej zapytać znajomych, czy w recepcji hotelu. Przed lotniskiem w Boryspolu ustawiono specjalne tablice, na których napisano, ile zapłacimy za kurs do poszczególnych dzielnic w Kijowie.

Ceny tam są zawyżone, mniej więcej o połowę, ale i tak mniej niż te, których żądali jeszcze niedawno taksówkarze, którzy nie dali spokojnie wyjść pasażerowi z hali przylotów. Cały proceder skończył się w momencie, gdy wicepremier do spraw Euro 2012 Borys Kolesnikow spotkał jednego z nich w strefie odpraw celnych w hali przylotów.

Zawsze możemy też wezwać taksówkę przez telefon. Tam zawsze trzeba podać skąd i dokąd chcemy jechać, a także numer kontaktowy. Najczęściej później dyspozytor do nas oddzwania lub przysyła SMSem numer samochodu, który po nas przyjedzie. Uwaga! Nie zawsze to jest taksówka, często jest to po prostu zwykły samochód, bez żadnych oznaczeń, nawet napisu „przewóz osób”. Czasem takie samochody mogą się także zatrzymywać, gdy łapiemy taksówkę na ulicy. Wsiadać można, należy jednak koniecznie ustalić kurs.

Nie zdziwmy się też, że –przynajmniej w Kijowie- kurs w nocy, czy w weekend, może być tańszy od tego w dzień. Po prostu wtedy taksówka nie stoi w korkach. Nie mówiąc już o takich czynnikach, jak deszcze, czy włączony klimatyzator, które też mogą powodować podwyżkę cen.

Pamiętajmy, że na Ukrainie, przynajmniej w przejazdach w granicach miasta, nie ma zwyczaju zbierania się pasażerów na jakąś trasę, stąd lepiej unikać wsiadania do samochodu jeśli ktoś w nim jest. Oczywiście poza kierowcą. Zdarzały się przypadki usypiania specjalnymi środkami pasażerów przez współpasażerów, którym akurat urodził się syn/córka i koniecznie chcieli to opić w drodze na lotnisko z dworca kolejowego bądź odwrotnie.

W taksówkach płacimy TYLKO gotówką, choć słyszałem, że niektóre firmy już zakładają terminale do płacenia kartą. Sam jednak tego nie widziałem, często problemem jest nawet otrzymanie rachunku za przejazd (rachunok, kwitancja, czek). Należy się zapytać o to od razu dyspozytora. Ci ostatni mówią niemal wyłącznie po rosyjsku, choć można się spodziewać, że przed Euro 2012 nauczą się choć kilku podstawowych zwrotów po angielsku. Зodobno w Odessie w jednej z firm zamówienia przyjmowane są nie tylko po rosyjsku, ale też po angielsku, francusku, niemiecku i nawet turecku.

 

(pp)

 

Najbardziej znane firmy

Kasztan                +380 44 424 88 33                            http://taxi-kashtan.com.ua/

Grand                   +380 44 222 32 22                            http://www.grandtaxi.com.ua/

Pan Taxi               +380 44 454 1 454                            http://www.pan-taxi.com/

Panda Taxi           +380 44 585 0 555                            tania firma, która nie ma strony internetowej

Szanson               +380 44 590 59 59                            http://taxi.co.ua/

Remonty fasad kijowskich kamienic

Władze w Kijowie przystąpiły do remontu fasad kamienic w centrum miasta. Oficjalnie powodem jest Euro 2012. Rzeczywiście prace odbywają się jedynie tam, gdzie najprawdopodbniej znajdą się kibice. Wcześniej robotników widziałem na ulicy Armii Czerwonej, koło której znajduje się stadion Olimpijski. Dziś z kolei zobaczyłem kilka grup pracujących koło placu Niepodległości (majdanu).

 

 

Tak wygląda efekt tych prac.

 

Zgodnie z obietnicą władz remontowane są jedynie fasady, na podwórkach panuje stara bieda (na drugim zdjęciu jest balkon od dołu).

 

Nie wiadomo, jak władze planują rozwiązanie problemu kamienic, które znajdują się w prywatnych rękach i są w opłakanym stanie.

Często właściciele specjalnie doprowadzają zabytkową kamienicę do takiego stanu, budynek dobijany jest pożarem. Następnie przychodzi komisja, która orzeka, że nie jest możliwa restauracja obiektu i właściciel może zburzyć budynek, a na atrakcyjnej działce w samym centrum zbudować „nowoczesnego” potworka nie męcząc się z konserwatorem zabytków.

 

(pp)

Hydropark i inne plaże

Większość Polaków, którzy po raz pierwszy słyszą o tym, że w Dnieprze w Kijowie można się kąpać, reaguje co najmniej z niedowierzaniem. Rozumiem, że kąpiel w Wiśle jest równoznaczna z samobójstwem, jednak nie oznacza to, że każda rzeka płynąca przez jakąkolwiek stolicę jest w takim stanie, jak królowa polskich rzek. W Kijowie jest kilka bardzo ładnych plaż położonych nad czystą, regularnie badaną przez Sanepid, wodą.

Plaże znajdziemy właściwie w całej stolicy, poczynając od północy Kijowa, na przykład w dzielnicy Obołoń, poprzez wyspę Truchaniw, Hydropark, aż do okolic mostu południowego. Pamiętajmy, że Dniepr płynie nie jak Wisła z południa na północ, a z północy na południe. Oznacza to, że czystsza woda, przynajmniej teoretycznie powinna być w północnej części Kijowa. Dokładnych badań nie widziałem, ale przynajmniej „na oko” woda wygląda tak samo. Są za to plaże mniej lub bardziej zadbane.

Najpopularniejszym miejscem jest Hydropark, w skrócie jest to park z plażami i restauracjami oraz dyskotekami, a także licznymi budami z piwem i szaurmą (kebabem). Część konsumpcyjna nie jest zachwycająca, określić ją można najdelikatniej mianem plebejskiej.

Wróćmy jednak do tego, czym Hydropark może się pochwalić. Po pierwsze plażami, są one dość zadbane. Piszę „dość” dlatego, że dbanie o nie polega najczęściej na oczyszczeniu ich z większych śmieci. Kapsle i niedopałki walają się jednak swobodnie. Ta uwaga dotyczy wszystkich plaży, którymi zajmuje się komunalne przedsiębiorstwo Pleso. Raczej nie ma rozbitego szkła. Na niektórych plażach są ratownicy. Z tych położonych nad Dnieprem otwiera się widok na prawy brzeg.

Drugim ciekawym miejscem w Hydroparku jest siłownia pod gołym niebem. Aby do niej trafić musimy wychodząc z metra iść prosto w stronę plaży (za tłumem ludzi), przejść przez most wenecki (Hydropark, zanim jeszcze został zbudowany w latach ’60 XX wieku, zwany był Wenecją z racji tego, że często był zalewany przez wody Dniepru). Siłownia budzi zainteresowanie właściwie wszystkich odwiedzających. Jest to ogromne terytorium przypominające skład złomu albo pozbawioną dachu opuszczoną fabrykę:

 

Wejście na siłownię jest bezpłatne. Może przyjść tu każdy, kto ma na to ochotę. Siłownią opiekuje się pozarządowa organizacja skupiająca byłych narkomanów i alkoholików, stąd nie wykluczone, że podejdzie do nas jej przedstawiciel i poprosi o dobrowolną składkę. Może to być nawet 5 hrywien (2 złote). Pieniądze są przeznaczone na drobne naprawy. Składki są naprawdę dobrowolne i nie ma się czego obawiać, że gdy odmówimy zapłacenia skończymy w jednej z pobliskich zatok Dniepru. Ćwiczący na siłowni, mimo czasem „dresiarskiego” wyglądu, podchodzą bardzo życzliwie do turystów.

Oczywiście Hydropark najlepiej odwiedzać w ciągu tygodnia, a nie w weekendy, kiedy to na każdej kijowskiej plaży są dzikie tłumy.

Do Hydroparku można dojechać metrem, stacja nazywa się Hidropark, czerwona linia. Po drodze z centrum przejeżdża się mostem przez Dniepr. Widok jest naprawdę warty obejrzenia.

 

(pp)

 

p.s.: natrafiłem na ciekawy teledysk kręcony w Hydroparku i w centrum Kijowa. Koło 2. minuty mamy ciężarówkę na polskich numerach!

 

 

Droga Jagodzin — Kowel — Równe- Kijów

Właśnie przeczytałem o tym, że wicepremier, minister infrastruktury, Borys Kolesnikow zapewniał, że Ukraina wypełnia wszystkie zobowiązania powzięte przed UEFA.

Pod koniec czerwca z Polski wracał mój kolega, Fala, który przesłał mi parę fotografii tego, jak wygladają remonty trasy z Polski. Niemal ich nie ma. Stan tej trasy opisywałem tutaj i jak widać od tego czasu mało się zmieniło.

Zobaczmy zatem, co się dzieje. Ślady remontu widać tuż przy przejściu granicznym, na odcinku do Kowla:

Dalej już jednak nie ma za bardzo śladów remontu, ani przygotowania do niego, na przykład wyciętych drzew:

Czasem można spotkać robotników. Fala twierdzi, że zajmują się oni oznakowywaniem dziur:

Pod Kowlem mamy za to 5-kilometrowy odcinek o -tak zwanym- «eurostandardzie»:

Dalej do Równego nie można oczekiwać niczego lepszego od tego, co opisałem tutaj. Od Równego do Zytomierza trasa jest na dobrym poziomie. Dobre wrażenia kończą się po tym, jak widzimy budowę wiaduktu na wjeździe do Żytomierza od strony Kijowa:

Na 130-kilometrowym odcinku do Kijowa z Żytomierza nie robi się nic, a będzie to główna trasa, którą przyjadą turyści z Zachodu na  Euro 2012. Tak, nie pomyliłem się, 2012, to już mniej niż za rok.