Trasa południowa Zosin — Łuck — Równe — Żytomierz — Kijów

Początek drogi nie jest najlepszy. Wszystko przypomina trasę północną, choć jak mówili mi kierowcy jeżdżący na przykład z Polski do Lwowa, tam odcinki prowadzące do granicy są jeszcze gorsze, a przejechanie 70 kilometrów zajmuje około 2 godzin.

Taka trasą tłuczymy się około 150 kilometrów starając się pokonać Łuck i Równe. UkrAwtoDor nie pomaga: znaki często nie mówią nic o Kijowie, nie czepiając się już tego, że osoba nie znająca w ogóle cyrylicy może mieć ogromne problemy. Pytanie za sto punktów: jak znaleźć wjazd na obwodnicę Równego widząc taki znak stojący przy rondzie na wjeździe do miasta:

Jeżeli już przebijemy się przez Równe, wjeżdżamy na trasę o naprawdę europejskim poziomie. Należy pamiętać, że przebiega ona jednak przez miejscowości, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 60 km/h (z tolerancją +20km/h, ale nie więcej). Stąd takie niespodzianki, jak na przykład światła:

Taka droga wiedzie niemal do Żytomierza, choć w wielu miejscach (za Nowogrodem Wołyńskim) jest prowadzony jeszcze remont i działa tylko jeden pas. Objeżdżając całkiem dobrą obwodnicą Żytomierz wpadamy w ukraińskie realia. Trasa z tego miasta do Kijowa jest właściwie zbudowana z samych łatek i dziur. Trochę polepsza się tuż przed Kijowem. Na trasie jest dużo restauracji i stacji paliw dobrych firm (OKKO, Shell, WOG).

(pp)

Trasa północna: Jagodzin — Sarny — Korosteń — Kijów

Początkowe wrażenie, pod Jagodzinem, jest dość pozytywne. Możemy oglądać odcinki naprawdę europejskiej drogi:

 

trasa polnocna w okolicach jagodzina

Ta radość nie trwa jednak długo. Kilkadziesiąt kilometrów za Jagodzinem musimy się poważnie zastanowić, czy II wojna światowa skończyła się na pewno 66 lat temu:

dziury dziury

I tak przez ponad sto kilometrów do Sarn, dalej zaczyna się trasa typowo polska, wąska, ale z dobrą nawierzchnią, a jak na Ukrainę nawet bardzo dobrą: 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na trasie cały czas trwają w niektórych miejscach (najczęściej są to mostki nad rzeczkami) prace remontowe, a zatem warto przestrzegać tego, co jest napisane na znakach. Jeżeli jest to 50 km/h, to odcinek jest tak rozwalony, że szybciej nie da się jechać. Jest też jeden długi, 30-kilometrowy odcinek, gdzie drogi nie ma w ogóle. Tam trwa remont.

Trasa północna jest też znana jako «głodna» trasa ponieważ trudno na niej znaleźć jakąkolwiek restaurację, czy stację benzynową znanej firmy. Do wyboru jest na przykład takie zakład:

Trudny może być także wjazd do Kijowa, jest on dość wąski i wiedzie przez kilka mniejszych miejscowości, co grozi staniem w korku.

Ogółem jednak trasa północna ma jedną duża przewagę: jest na  niej o wiele mniejszy ruch i o wiele mniej milicji niż na trasie południowej. Wiedzie ona też przez urocze Polesie , gdzie można zobaczyć takie widoki:

(pp)

Znajomość języków wśród Ukraińców

Język polski: jego znajomość jest raczej minimalna, poza Lwowem. Właściwie każdy mieszkaniec tego miasta twierdzi, że zna ten język, a przynajmniej go rozumie. Język ten znają także celnicy i funkcjonariusze Straży Granicznej na granicy polsko – ukraińskiej. Często o wiele lepiej niż ich polscy koledzy, którzy twierdzą, że „znają” rosyjski i ukraiński. Polski, rosyjski i ukraiński są do siebie dość podobne więc mówiąc powoli mamy szansę zostać zrozumianymi także poza Lwowem. Przy pomocy gestów powinniśmy także zrozumieć odpowiedź, jeżeli będzie ona w języku ukraińskim, czy rosyjskim.

Język angielski: właściwie nigdy nie próbowałem mówić na Ukrainie po angielsku, choć zdarzały się przypadki rozmów w tym języku w towarzystwie zachodnich gości, w obecności Ukraińców, którzy dość dobrze się nim posługiwali. Także młodzież w szkołach i na uczelniach uczy się angielskiego. W wielu restauracjach można znaleźć także menu w tym języku. Teoretycznie przed Euro 2012 odbywają się szkolenia milicjantów, w tym też z drogówki, którzy powinni mówić po angielsku.

Języki ukraiński i rosyjski: generalnie w całym kraju, może poza Krymem, można posługiwać się dwoma językami: ukraińskim i rosyjskim.

Język ukraiński stosowany jest raczej na Zachodzie, czyli we Lwowie, w Kijowie mówiąc po ukraińsku w większości przypadków usłyszymy odpowiedź po rosyjsku, choć zdarza się też, że nasz rozmówca będzie ukraińskojęzyczny bądź też będzie się starał mówić po ukraińsku — prawdopodobieństwo takiej sytuacji oceniam mniej więcej na 20%, w Charkowie takie prawdopobieństwo wynosi około 5 procent, a w Doniecku 0,1%. Przy czym w tym ostatnim mieście może się także zdarzyć, że w ogóle nie zostaniemy zrozumiani.

Te obserwacje znajdują potwierdzenie w statystyce. Dwujęzyczni okazują się najczęściej ci mieszkańcy Ukrainy, którzy jako swój pierwszy język wskazują ukraiński. Ci którzy wskazują na rosyjski, częściej nie znają w ogóle ukraińskiego. I tak, według badań socjologicznych, 92 procent Ukraińców rozmawia swobodnie po rosyjsku, a 86 procent po ukraińsku.

Najlepiej zatem znać dwa języki albo dostosować wybór rozmówek, czy słownika, do miasta, do którego się wybieramy. Teoretycznie, z punktu widzenia praktyczności, bardziej opłacalny jest jednak zakup rozmówek polsko – rosyjskich.

 

(pp)

Piwo, wino i inne trunki

Wbrew pozorom i rozpowszechnionym w Polsce przekonaniom, Ukraina nie jest krajem, gdzie pije się jedynie wódkę. Właściwie są tu obecne wszystkie alkohole, a godne polecenia są także piwo, wino oraz koniaki.

 

PIWO

Godne polecenia jest piwo produkowane przez wszystkie główne ukraińskie browary. Należą do nich: Obołoń, Sławutycz, Czernihiwske, Sarmat oraz Rohań.  Właściwie wszystkie ich produkty są godne polecenia. W tym nawet piwa mocne, które nie śmierdzą spirytusem, jak często bywa w Polsce.

Ja poleciłbym Obołoń Switłe, Sławutycz Switłe, a także piwo Biłe niefiltrowane produkowane przez browar w Czernichowie. Jeżeli ktoś chce dokładnie zapoznać się z ich produkcją można zajrzeć na strony:

www.obolon.ua

www.slavutich.com

www.chernigivske.ua

W ostatnich latach ogromną popularnością cieszy się piwo żywe, czy niepasteryzowane (nie mylić z niefiltrowanym). Raczej unikałbym produkcji głównych browarów, na przykład Obołoń Żywe smakuje, jak rozrzedzony szampon dziecięcy. Tutaj poleciłbym produkty lokalnych małych browarów, na przykład, z Mikulińców pod Tarnopolem. Można wybierać od najsłabszego Trojana po mocne Ternowe Pole. Dokładnie produkcję możemy zobaczyć tu:

http://www.brovar.org/

 

łochotrony

Ukraina należy do krajów bezpiecznych, a poruszanie się po mieście nocą może być o wiele bezpieczniejsze niż nocne spacery po Poznaniu, czy Warszawie. Niemniej jednak należy uważać i być ostrożnym, szczególnie będąc w stanie nietrzeźwym (choć oczywiście lepiej go unikać, ale nie zawsze się to udaje).

W transporcie publicznym, jak wszędzie w miejscach, gdzie jest dużo ludzi, należy uważać na kieszonkowców.

Poniżej opisuję kilka ciekawych metod, których ofiarą mogą paść turyści. Są to oszustwa dość często spotykane na terytorium byłego ZSRR, ale może mniej znane w Polsce. Zwane są łochotronami, czyli drobnymi, średnimi albo też ogromnymi przekrętami mającymi na celu oszukanie ofiary, czyli „łocha”, w wolnym tłumaczeniu „frajera”.

ŁOCHOTRON 1

Jedna z najpopularniejszych metod, którą znana nie tylko na Ukrainie, ale też w Rosji. Początkowo istnieją dwa warianty, w każdym z nich pojawia się leżący na ziemi zwitek banknotów albo portfel. Ten „skarb” możesz znaleźć Ty albo ktoś inny. W pierwszym wariancie podbiegasz do osoby, która wydaje Ci się, że zgubiła cenną rzecz, ta twierdzi, że to nie jej, ale może się podzielić. W drugim wariancie znajduje ją ktoś inny i Tobie proponuje podzielenie się znalezionym. Obie sytuacje kończą się tak samo. Nagle pojawia się „właściciel” zguby i twierdzi, że było tam o wiele więcej pieniędzy i to Ty jesteś złodziejem. Starasz się wykręcić, zrekompensować „ukradzione” pieniądze, w innym wypadku żądasz wezwania milicji. Tutaj zjawia się podstawiony milicjant, który twierdzi, że to właśnie Ty jeteś winny. Wydaje mi się, że podobną metodę widziałem w Paryżu, tam na ziemi znalazł się „złoty” pierścionek upuszczony przez „cygankę” przede mną, która niby go znalazła.

Co robić? Nic nie podnosić z ziemi i w żadnym wypadku nie wchodzić w dyskusje z osobami, które niby coś znalazły. Uczciwość oczywiście nakazuje zareagować, można zawołać osobę, która niby coś zgubiła i palcem pokazać leżący przedmiot.

 

ŁOCHOTRON 2

Bardzo trudny do uniknięcia, szczególnie dla turysty. Jego ofiarą padają najczęściej kierowcy z Polski, Białorusi i Rosji. Chodzi o fałszywe patrole milicyjne. Jeden z nich stoi na drodze z Żytomierza do Kijowa, we wsi Sytnyky. „Milicjanci” wyglądają niemal, jak prawdziwi, zdradzają ich tylko niewielkie różnice w umundurowaniu bądź też w napisach. Jest to prawie nie do rozpoznania dla cudzoziemca nie znającego języka. Podejrzenie może wzbudzić samochód bez odpowiednich oznaczeń milicyjnych, na przykład niebieskiej rejestracji, którą mają samochody milicji. Najczęściej stoi on w poprzek na poboczu tak, aby nie było widać numerów. Milicjanci – przebierańcy twierdzą, że na Ukrainie trzeba mieć specjalny talon ekologiczny (co jest kompletną bzdurą) i należy go u nich kupić za odpowiednią kwotę.

Co robić? Jeżeli zatrzymujący budzi jakiekolwiek podejrzenia, można się nie zatrzymywać. Teoretycznie, jeśli nie naruszyliśmy przepisów, milicjant nie powinien zatrzymywać samochodu. Nie jest to jednak regułą, ponieważ zawsze może on stwierdzić, że chce sprawdzić dokumenty. Takie sytuacje zdarzają się, na przykład w Kijowie, szczególnie w weekendowe wieczory. Niemniej jednak, można zadzwonić na numer telefonu 112 (jeśli do Euro 2012 zostanie on wreszcie uruchomiony na całej Ukrainie) bądź też zatrzymać się przy najbliższym nie budzącym już wątpliwości patrolu. Innym sposobem jest postawienie prostego pytania: „wy drużynnik czy milicjoner?”. W przypadku, gdy przebierańcy odpowiedzą „drużynnik” (większość z nich działa na granicy prawa i starają się jej nie przekraczać), możemy swobodnie odjechać mówiąc im „do pobaczennia”. Kolejnym argumentem jest to, że milicjant nie może przyjmować od kierowców pieniędzy. Wszystkie rozliczenia za mandaty odbywają się za pomocą przekazów pocztowych bądź przelewów bankowych, a zatem płacenie komuś jakiejś sumy na drodze jest po prostu nielegalne.

 

ŁOCHOTRON 3

Opowiadała mi o tym znajoma, której przydarzyło się coś takiego w Moskwie, co zapewne oznacza, że może być także wykorzystany w Kijowie. Zupełnie przyzwoicie ubrany człowiek podchodzi na ulicy, wychodzi z kasyna, hotelu i mówi, że stracił wszystkie pieniądze i potrzebuje pewnej kwoty. Do sprzedaży proponuje „bardzo drogi” zegarek. Oczywiście później okazuje się, że jest to jedynie kopia znanej marki, której wartość nie przekracza materiału, z którego jest zrobiony.

Co robić? Nie być frajerem i nie dać się nabrać.